Kościany galeon
Logo Fabryka Słów

Niech będzie Mordimer

2012-07-01

Rzemieślnik z Junglinster wszył listy cesarskie pomiędzy warstwy skóry w cholewie buta. Ale przeklęci buntownicy jednak je znaleźli. Wszystko przez dowodzącego nimi mężczyznę o wygolonej w tonsurę czaszce. Nie tylko najwyraźniej miał więcej rozumu w głowie niż wszyscy jego kamraci razem wzięci, ale w dodatku od samego początku traktował inkwizytora podejrzliwie. Teraz jego podejrzenia potwierdziły się w całej rozciągłości.
- Proszę, ja was proszę – zawołał niemal radośnie, kiedy już przejrzał dokumenty. – Pisma od samego cesarza! Niezły kąsek nam się trafił, kamraci.
- Jakże to? – Stojący obok zbir o wilkołaczo zrośniętych brwiach przymrużył wąskie, tępe oczka.
- Znaczy się, że to szpieg jaśnie panów – wyjaśnił przywódca.
- Jakże to? – zapytał znowu zbir. – Skoro to pysma samego cysorza, a cysorz gadają co trzyma z nami…?
- Cysorz trzyma z nami – mnich powtórzył jego słowa z szyderczą intonacją. – A kto ci właśnie po łbie przejechał, jak nie konnica Jaśnie Oświeconego cesarza?
- To cysorz zdrajca? – Chciał się dowiedzieć osiłek.
- Zdrajca, zdrajca. – Dowódca uśmiechnął się samymi ustami. – A jeśli cesarz zdrajca, to i ten tutaj zdrajca. Wysłany, żeby biednych ludzi, takich jak my, pod katowski topór podprowadzić. A co robimy ze zdrajcami, kamraci?
- Rżniem! – zawołał wilkołaczy zbir i podrzucił w ręku siekierę.
- Nie, nie, nie! – Zamachał rękoma mnich. – Z takimi trzeba wolniutko i porządnie się obejść. Ze skóry obłupić, flaki na wierzch wyciągnąć, jaja uciąć, oczy wydłubać. A potem puścić go, niech idzie własną drogą, niech ludziom się pochwali…
A więc czeka mnie jednak męczeństwo, pomyślał Arnold Löwefell i przez jego ciało przebiegł wewnętrzny dygot. Zbyt wiele napatrzył się na tortury i zbyt wiele sam zadawał katuszy, by nie rozumieć, iż już niedługo będzie wypatrywał śmierci niczym zbawienia.

czytaj dalej

Świat Inkwizytorów. Płomień i krzyż, t.1 - Fragmenty