Kościany galeon
Logo Fabryka Słów

Wywiad - Poltergeist

2012-07-01

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Jackiem Piekarą, opublikowanego w serwisie Poltergeist. Rozmowę przeprowadziła Ewa 'senmara' Haferkorn.

Jacek Piekara jest pisarzem oraz dziennikarzem (m.in. Świat Gier Komputerowych, Secret Service, Gambler, Click!, GameRanking, radio WAWa). Był również redaktorem naczelnym (Click! Fantasy, później Fantasy). Studiował psychologię i prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie mieszka w Warszawie.


Pisarz, dziennikarz, redaktor.

Ewa 'senmara' Haferkorn: Byłeś dziennikarzem w czasopismach zajmujących się grami komputerowymi. Czy z tego okresu pozostał Ci spory dobytek w postaci kultowych gier i dodatków? Czy uważasz, że gry mają jakieś fajne patenty, które można potem przenosić na karty książek? Jeśli tak, to proszę o przykłady.

Jacek Piekara: Nie byłeś dziennikarzem, a cały czas jesteś! [śmiech] Choć teraz z nieco zmniejszoną aktywnością. Nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek gra wpłynęła na moją twórczość, chociaż kilka zrobiło na mnie spore wrażenie.

EH: Czy w tej chwili grasz w coś namiętnie?

JP: Szczerze mówiąc gry coraz częściej mnie nudzą. Mam kilka ulubionych tytułów, takich jak: Wizardry 8, seria Total War, Spellforce, cykl Disciples, ale z ostatnich produkcji nic nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia. Coraz wyraźniej widzę, że życie jest za krótkie, by je marnować na granie. Chociaż ostatnio umilałem sobie kończenie nowej książki kolejnym rozgrywaniem Wizardry 8, traktując to jako odprężający przerywnik. Grę, w której prowadzi się od 6 do 8 bohaterów, przechodzę jednym bohaterem. O, to jest wyzwanie! [śmiech]

EH: Współpracowałeś przy tworzeniu scenariusza gry komputerowej "Książę i Tchórz". Lepiej się bawisz jako gracz czy jako twórca scenariuszy, przygód i opowieści?

JP: Och, zdecydowanie jako twórca! Grając w gry żyjesz światem opisanym przez innych ludzi, a największa radość tkwi przecież w dziele kreacji.


W Feniksie z czerwca 1992 r. zamieszczono dyskusję o splatterpunku. Grupa znawców tematu: Paulina Braitner, Jarosław Grzędowicz, Paweł Ziemkiewicz, Rafał Ziemkiewicz, Dariusz Zientalak jr. oraz Jacek Piekara dyskutowała o literaturze i filmie w klimatach splatterpunka.

EH: Czy sukcesy takich tytułów jak obie części "Piły" lub "Wzgórza mają oczy" są dowodem na zapotrzebowanie i rozwój tego gatunku - nawet wśród osób, które z fantastyką niewiele mają wspólnego?

JP: Twierdzenie, że lubimy się bać jest jak najbardziej prawdziwe. Siedzimy w domu, czy w kinie, w wygodnym fotelu i przenosimy się do świata koszmaru. Ale co ważne, świata, który w każdej chwili można "wyłączyć". A poza tym wyraźnie wtedy widzimy, jak dobre i spokojne jest nasze życie w porównaniu z życiem bohaterów thrillerów lub horrorów. To, jak potrzebujemy zastrzyków adrenaliny widać po ekscentrycznych zabawach, takich jak choćby udawane porwania (ofiara oczywiście nie wie, że porwanie jest tylko "na niby"). Wiadomo, że wiele par zabawia się w "kontrolowane gwałty", że są ludzie nałogowo korzystający z salonów sado-maso itp. itd. Ale zawsze chcemy mieć kontrolę oraz możliwość ucieczki. Wyłącznik w telewizorze, słowo-klucz, które powiemy partnerowi, jeśli zabawa przekroczy pewne granice... Prawdziwa jazda adrenaliny zaczyna się wtedy, kiedy słowo-klucz nie zadziała! [śmiech]

EH: Stephen King w "Grze Geralda" przedstawił sytuację, która może wyniknąć z niewinnych zabaw. Powiem szczerze, po przeczytaniu tej ksiązki raczej nie pozwolę się przykuć kajdankami do łóżka [uśmieszek]. Właśnie takie motywy, nieoczekiwane rozwinięcia pozornie niewinnych sytuacji są świetnym materiałem dla twórców horroru. Ale wciąż autorzy powieści grozy są trochę "z dolnej półki". Dlaczego, Twoim zdaniem, czytelnicy nie lubią horroru, zwłaszcza brutalnego?

JP: Gdybyś dała się przykuć do łóżka facetowi, któremu bezgranicznie ufasz, to nie byłoby prawdziwego wyzwania, bo wiedziałabyś, że to tylko teatrzyk...

Nie zgadzam się ani z opinią, że czytelnicy nie lubią horroru ani z opinią, że nie lubią horroru brutalnego. Popularność Barkera, czy Mastertona przeczy tej tezie. U Koontza - jednego z najlepiej opłacanych pisarzy świata - również pojawiają się fragmenty przekraczające granice dobrego smaku. A Hannibal kanibal? A pewne teksty samego Stephena Kinga? Oczywiście w Polsce horror nie jest tak popularny jak w USA, lecz nie mamy również tradycji thrillera sądowego, czy thrillera medycznego. Co kraj to obyczaj.

EH: Czy horror należy cenzurować? (brutalność, erotyka granicząca z pornografią). Czy ostry, brutalny horror wpływa na zachowanie młodzieży (maltretowanie zwierząt, dewastowanie cmentarzy)?

JP: Pytanie brzmi czy w ogóle cokolwiek należy cenzurować. W tym wypadku byłbym niezwykle ostrożny w szafowaniu wyroków. Bo kto ma cenzurować? Sam autor? Jego wydawca lub dystrybutor? A może rada t.zw. "moralnych autorytetów"? Na pewno jestem za oznaczaniem gier i filmów dla dorosłych, jak to się dzieje w Australii, czy w USA. Niebezpieczne może być jeżeli autorzy filmu, gry lub książki przedstawiają przemoc, zło, okrucieństwo jako coś niezwykle pociągającego i atrakcyjnego. Przypomnę, że kultowa Mechaniczna pomarańcza przez wiele lat nie była w żaden sposób rozpowszechniana, ponieważ tuż po jej ukazaniu się na bohaterach filmu zaczęli się wzorować młodociani gangsterzy.

W opowiadaniu "Zielone pola Avalonu" przedstawiliśmy (z Damianem Kucharskim - przyp. red.) studium tortur psychicznych, jakim pewna kobieta poddawana jest przez swego męża. Ale nie sądzę, by ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógł uznać, że epatujemy okrucieństwem. Pokazane zostaje wielkie zło po to, by sukces jego pokonania był tym słodszy...

EH: Gdybyś miał komuś polecić horrory, jakie tytuły byś wymienił?

JP: Adwokat diabła jest absolutnie wspaniałym filmem z genialnymi rolami aktorskimi (w końcu grają tam Pacino, Reeves oraz Theron). Koneserom mocnych wrażeń poleciłbym Dagona, niemal nieznaną w Polsce hiszpańsko-amerykańską adaptację Lovecrafta. Poza tym jest pewien kanon, którego nie można nie znać: Dziecko Rosemary pierwszy Omen, pierwszy Egzorcysta, pierwszy Hellraiser... Tym, którzy lubią elementy komediowe zaproponowałbym Nieustraszonych pogromców wampirów lub Noc grozy. I jeszcze cudownie zrealizowane Siedem, tyle że to nie horror, a thriller.

EH: Ira Levin przedstawił historię nieco inaczej, niż jest to ukazane w filmie Romana Polańskiego. W książce Szatan i jego wyznawcy są realni. Dramat nie rozgrywa się jedynie na poziomie majaków i wyobrażeń. Polański pozostawił sprawę wiary i władcy podziemia trochę z boku, a całą sytuację Rosemary można odczytać jako lęki niedojrzałej, znerwicowanej kobiety w ciąży. Które podejście bardziej przemawia do Ciebie?

JP: Raczej wolę niedomówienia i pozostawienie czytelnikowi możliwości różnych interpretacji. Lubię kiedy autor rzuca mi na stół klocki lego, a ode mnie tylko zależy, czy ułożę sobie z nich zamek, czy statek kosmiczny. Oczywiście taki zabieg nie zawsze się sprawdza i nie zawsze jest potrzebny.

EH: Straszna scena z filmu, która przychodzi Ci na myśl?

JP: Kiedy opętana dziewczynka na Egzorcyście obraca głowę o 180 stopni, kiedy dziewczynka z filmu Ring wychodzi z telewizora, kiedy ksiądz w Omenie zostaje przebity krzyżem spadającym z wieży kościoła... To pierwsze trzy skojarzenia.


Autor i jego dzieła.

EH: Mordimer Madderdin - opowieść o inkwizytorze żyjącym w alternatywnym świecie, w którym Jezus zszedł z krzyża jest bardzo kontrowersyjna i odważna w założeniach. Prowokacja była celowa?

JP: Nie zgodzę się ze słowem prowokacja. To naiwny powrót do dziecięcych marzeń. Kiedy chodziłem na lekcje religii, myślałem sobie: dlaczego wielki, potężny Bóg dał się zamęczyć i upokorzyć? Czemu nie udowodnił, że jest Bogiem? Oczywiście dorosły człowiek zna odpowiedź na to pytanie: Chrystus udowodnił, że jest Bogiem właśnie dlatego, iż NIE wykorzystał swojej siły. Można powiedzieć, że jeśli bardziej od czynienia dobra interesuje Cię zwalczanie zła, to już stajesz po Ciemnej Stronie Mocy. Mnie, przyznam bez bicia, jest ona dużo bliższa niż nadstawianie policzka. Podobnie jak Mordimer uważam, że wielkie zło można pokonać tylko wielkim złem. Czasami trzeba poświęcić własne człowieczeństwo, by ocalić człowieka.

EH: Czy po napisaniu książek o inkwizytorze spotkałeś się z protestami wydawcy, sąsiadów, rodziny?

JP: Nie, jeśli chodzi o koncepcję świata. Moja Mama nie mogła przeboleć pewnej sceny, kiedy Mordimer pozwala Kostuchowi zgwałcić kobietę, która chciała się z nim (znaczy z Mordimerem, oczywiście) związać. Wydawca wytrzymuje wszystko dzielnie. Nie wytrzymał tylko raz, w przypadku Przenajświętszej Rzeczpospolitej, kiedy z tekstu musiał zniknąć bardzo dosadny opis marzeń pewnego homoseksualisty o stosunku analnym z zawieszonym na krzyżu Jezusem. Została tylko sugestia, niedopowiedzenie, i z perspektywy czasu przyznaję, że dało to efekt zupełnie wystarczający.

EH: Dlaczego inkwizytor, a nie "łowca czarownic"? Czy popkultura - komiks i film ustanowiły archetyp inkwizytora tak wyrazistym jak wampir czy czarownica?

JP: Inkwizytor to jest po prostu dobre słowo, niosące ze sobą duży ładunek emocji oraz informacji. A łowcy czarownic, owszem, istnieli naprawdę. Na przykład w Anglii był to swego czasu całkiem popłatny fach, związany zresztą z ogromną, choć nieformalną władzą. Tyle, że chciałem stworzyć również cały system urzędowo - biurokratyczny i do tego Święte Oficjum wydawało się idealne. Proponuję tylko nie uczyć się historii na przykładzie moich książek. Ta alternatywna Inkwizycja, którą stworzyłem ma baaardzo mało wspólnego z Inkwizycją znaną z realnego świata.

EH: Czasami zarzucano Ci, że epatujesz okrucieństwem. Co myślisz o takim zarzucie?

JP: Rozmawiałem o tym niedawno z Tomkiem Kołodziejczakiem, który po lekturze moich opowiadań był wręcz zdumiony tym jak są one łagodne i jak łagodny jest główny bohater. Nasza rzeczywista historia jest historią przemocy. Poczytajmy o francuskim powstaniu żakerii, o buntach na Ukrainie, o tym co wyprawiali włoscy książęta, czy Mongołowie. O zmuszaniu do zjadania upieczonego żywcem rodzica, o wypruwaniu płodów, o przybijaniu flaków do drzewa i wsadzaniu w rozcięty brzuch płonących żagwi, o smażeniu na żelaznych fotelach, o okaleczaniu wszystkich mieszkańców miasta, które nie chciało się poddać. Ba, wystarczy przeczytać średniowieczny niemiecki kodeks karny i zobaczyć jaka występuje w nim różnorodność wyrafinowanych kar oraz sposobów zadawania śmierci. Świat Mordimera jawi się przy tym niczym ostoja humanitaryzmu. Gdybym chciał zaledwie opisać rzeczywiste akty okrucieństwa z naszej historii, to laicy uznaliby mnie za psychopatę. Każdemu radzę również przeczytać Stary Testament. To istna lekcja okrucieństwa oraz podłości, gdzie nikczemnicy oraz okrutnicy często są przedstawiani jako bohaterowie.

EH: "Wąż i gołębica" zapowiadany przez Fabrykę Słów ma zawierać opowiadania znane już z wcześniejszych tomów o Mordimerze. Jaki był zamysł, żeby je powtarzać?

JP: Wszelkiego rodzaju "składanki" czy wybory "the best of..." to bardzo popularne przedsięwzięcia na rynku muzycznym oraz filmowym. Nie widzę powodów, by nie popróbować tego samego na rynku książek.

EH: Czego czytelnicy mogą się spodziewać po "Łowcach dusz" (zapowiadany, ostatni tom przygód Mordimera)?

JP: Jedno zdanie tytułem sprostowania: ostatni zbiór opowiadań, a nie ostatni tom przygód! Na gwiazdkę 2007 roku pojawi się pierwsza powieść (Czarna śmierć) znowu z panem M.M. w roli głównej i na pewno nie będzie to powieść ostatnia. Łowcy dusz doprowadzą czytelników do przełomowego momentu w dziejach Europy, a inkwizytor będzie miał nieszczęście znaleźć się w samym centrum dramatycznych zdarzeń. No i zostanie odkryta pewna wielka, największa w tym alternatywnym chrześcijaństwie, tajemnica. Zauważyłaś jak kończą się sezony seriali telewizyjnych? Po drugim sezonie Buffy umiera, po pierwszym sezonie rozwiązują Archiwum X, po trzecim sezonie Angel zostaje zamknięty w trumnie i utopiony w morskich głębinach. Już nie mówię o Zaginionych, gdzie pierwszy sezon kończy się samymi pytaniami. Mam nadzieję, że czytelnik kończący lekturę Łowców dusz wypowie w zamyśleniu jedno magiczne słowo: "o, k...!".

więcej>>

Autorzy